GURU JOGA
John Myrdhin Reynolds (Vajranatha)


STRONA GŁÓWNA
GALERIANAUKI  – WYZWOLENIE PRZEZ WIDZENIELINKI

METODY UZDRAWIANIA OCHRONY I HARMONIZOWANIA ENERGII

 

Dzogczen nie zna ograniczeń i dlatego używa się w nim wielu różnych praktyk, a jedną z  najważniejszych jest Guru Joga. Guru Joga jest najlepszym sposobem utrzymania przekazu, który się dostało. 

 

www.vajranatha.com

Z lewej: Lopon Tenzin Namdak , z prawej: John Myrdhin Reynolds

Wilga pod Warszawą, 2004 r.

Podczas pobytu w Indiach miałem wiele kontaktów z lamami z Ningmapy i otrzymałem od  ich Guru Joge Ningmapy. Wizualizowałem wówczas w niebie przed sobą Guru Padmasambhawe w otoczeniu lamów Ningmapy, jidamów i dakiń Ningmapy. Było to bardzo przyjemne i wyglądało jak wielkie party Ningmapy. Później spotkałem Karmapę i Kalu Rinpocze, którzy byli Lamami Kagyu. Robiłem wówczas Guru Joge Kagyu; wizualizowałem przed sobą Dordze Czang i Karmapów w Czarnych Koronach oraz Tilopę, Naropę, Milarepe. Znajdowało się tam dużo jidamów i strażników Kagyu. Było to bardzo przyjemne party Kagyu. Zastanawiałem się wówczas co z moimi przyjaciółmi z Ningmapy, czy oni też mogą się znaleźć na Drzewie Schronienia Kagyu. 
W tym samym czasie spotkałem mistrza Bon Tenzina Namdaka, który wyjaśnił mi jak robić Guru Jogę Bon, gdzie przed sobą wizualizujemy Buddę Tonpe Szenraba, jest tam tez mistrz Dzogczen Tapihritsa. Robiłem wiec tę Guru Jogę i było to party Bon. Jednego dnia robiłem praktykę Ningmapy, drugiego dnia praktykę Kagyu a trzeciego dnia praktytkę Bon i utrzymywałem w czystości te linie przekazu, nie mieszając ich ze sobą. Nie byłem jednak w pełni przekonany do takiej praktyki, ponieważ uważałem ze nie zawiera ona głównej zasady Guru Jogi. Mój pierwszy nauczyciel należał do Siakjapy i nie wiedziałem na które przyjęcie go zaprosić. Pomyślałem że musi czuć się samotny nie będąc na żadnym z tych party. 

Kiedy Namkhai Norbu przyjechał do USA w bardzo interesujący sposób wyjaśnił Guru Jogę. Wtedy uznałem że jest to właściwe podejście. Mówił, że w Guru Joga nie ma nic wspólnego z takim sekciarstwem. Ludzie w ośrodkach Kagyu myślą, że muszą medytować tylko nad lamami Kagyu i nie wolno im wizualizować  guru Ningmapy,  Sakjapy czy Bon bo jest to coś złego.

Ludzie którzy mówią, że nie można mieszać nauk różnych linii przekazu w przypadku Guru Jogi, że trzeba przekaz linii utrzymywać w czystości w rzeczywistości nie znają zasad Dharmy. Celem Guru Jogi jest utrzymywanie i rozwijanie wszystkich przekazów jakie otrzymało się w życiu. Jeśli otrzymaliście tylko nauki Kagyu - urządzacie party tyko dla lamów Kagyu, jeśli natomiast otrzymaliście przekaz od innych guru to ich także wizualizujecie na Drzewie Schronienia. 

Celem Guru jogi jest zintegrowanie wszystkich przekazów jakie się uzyskało. Jeśli rozumie się te zasadę można się integrować  z tymi przekazami./.../ Nie ma znaczenia kogo wizualizujecie w centrum Drzewa Schronienia; może to być Pdmasambhawa, co zwykle robia Ningmapowie, albo Karmapa lub Tapihritza. Nawet Tsong Khapa, założyciel Gelugpy. Ważne jest natomiast w jaki sposób rozumie się tą wizualizację. Guru w centrum Drzewa Schronieniea reprezentuje wszstkich mistrzow od których otrzymaliście przekazy. Taki mistrz może w ogóle nie być buddysta, ponieważ mistrzem jest ten, kto wprowadza was w naturę umysłu. Zazwyczaj robią to mistrzowie buddyjscy ale  są także inne duchowe tradycje/.../ 

Nie myślcie, że jeśli na tym samym drzewie znajdą się obok siebie lamowie Ningmapy i Kagyu to zaczną ze sobą walczyć. To tylko wasz umysł jest ograniczony i to on rozumuje w kategoriach „mój ośrodek dharmy”, „moja linia” itp. Mistrzowie nie utrzymują takiego głupiego, ograniczonego punktu widzenia. Im to nie przeszkadza. Możecie tam wizualizować nawet papieża, jeśli udzielił wam oświecających nauk. – wtedy bez względu na to co mówił i robił Kościół Katolicki wizualizujecie na drzewie schronienia oświeconą naturę papieża, która nie wchodzi w  konflikt z oświeconą naturą Padmasambhawy czy Tsong Khapy. Wtedy integrujemy się z wizualizacją i na tym polega rzeczywista zasada Guru Jogi. Prawdziwa Guru Joga ma miejsce w tedy kiedy faktycznie integrujemy swoje ciało, mowę i umysł z ciałem, mową i umysłem mistrza; powtarzamy proces inicjacji czyli przekazu mocy.

 

Niebo i Piekło: niebiański i chtoniczny symbolizm.

Vajranatha, John Myrdhin Reynolds

 

Ażeby lepiej zrozumieć podobieństwo Tantry z Wicca przyjrzyjmy się najpierw symbolizmowi związanemu z Annuttara Tantrą w ogólności.
(Współcześnie Wicca, inspirowana głównie przez Geralda Gardnera, reprezentuje odrodzoną starożytną pogańską religię Wielkiej Bogini i Rogatego Boga)
Annuttara Tantra czyli Wyższa Tantra jest w pełni ścieżką transformacji. Dzieli się ona na Tantrę Ojca, podkreślającą męską stronę oświecenia i Fazę Tworzenia, czyli proces wizualizacji bóstw i mandali oraz Tantrę Matki, która eksponuje żeński aspekt oświecenia i Fazę Doskonałości czyli procesy wewnętrznej, ezoterycznej jogi, takie jak rozbudzenie Kundalini. Główną Tantrą Ojca jest Guhjasamadża Tantra, a główna Tantra Matki to Czakrasamwara Tantra. Kalaczakra Tantra jest czasami klasyfikowana jako Tantra Matki, a czasami jako Tantra Neutralna.
Przy porównywaniu z Wicca największą rolę odgrywa Tantra Matki, ponieważ dominuje w niej Aspekt Bogini. Najbardziej rozwinięte opisy Sadhany Heruki znajdują się właśnie w Tantrach Matki.
Z punktu widzenia konwencjonalnego chrześcijaństwa, Wicca jak również wszystkie inne pogańskie i niechrześcijańskie religie są dziełem Diabła. Tym Diabłem jest Szatan, Książę Ciemności, Pan Tego Świata, Zły Duch, upadły anioł Lucyfer, który zbuntował się przeciwko Bogu w niebie i został strącony. To Przeciwnik, który przeciwstawia się władzy Boga nad ziemią i ludzkością, doprowadzający do zepsucia wszystkiego co dobre, itd. Chociaż w teorii, stworzenie i upadły anioł powinni być podporządkowani woli Boga, to jednak Diabeł tak często pojawia się w chrześcijańskiej i kalwińskiej mitologii, że wydaje się być zupełnie niezależny od woli i opatrzności Boga.
Jednak nie powinno to być zaskakujące, ponieważ Kalwin oparł swoją teologię na pismach św. Augustyna, który zanim nawrócił się na chrześcijaństwo był manichejczykiem, a w manicheizmie Diabeł posiada diametralnie różną naturę i pochodzenie niż Bóg. Manicheizm reprezentuje całkowicie dualistyczne widzenie świata. Teologia amerykańskich purytan, którzy założyli Nową Anglię wywodziła się właśnie od Kalwina i od Augustyna i tak poprzez nich, manicheistyczny dualizm zabarwił amerykańską świadomość i widzenie świata. Od samego prawie początku świata toczy się wieczna walka aniołów, sił światła z demonami, siłami zła i ciemności. Ten stary melodramat o porządnych gościach walczących ze złymi, może wykorzystać zarówno do stworzenia dobrej powieści jak i złej teologii. Ta walka pomiędzy światłem a ciemnością nie zostanie rozstrzygnięta aż do końca świata, tryumfalnego powrotu Jezusa Chrystusa i Sądu Ostatecznego. Wtedy Diabeł i jego demoniczni słudzy, jak również grzesznicy, łącznie ze wszystkimi nie-chrześcijanami zostaną strąceni w piekielną otchłań, zakuci w łańcuchy i będą cierpieć nieskończone męki w ogniu piekielnym. W ten sposób całe stworzenie zostanie odrodzone, a zło całkowicie wykorzenione - pozostanie tylko światło bez żadnego cienia.
Także na poziomie osobistym, w duszy każdego chrześcijanina toczy się nieustanna walka z pokusami ciała i sztuczkami Diabla. Wydaje się, że dla niektórych telewizyjnych kaznodziejów, walka z Diabłem i pokusami nie może zostać nawet zakończona wraz z ponownymi narodzinami, poprzez nawrócenie się. Według nich tylko śmierć fizycznego ciała może usunąć cielesne pokusy. Tak więc, dla pobożnego chrześcijańskiego fundamentalisty, czarownice i poganie, wszyscy nie-chrześcijanie, albo z własnej woli albo z powodu ignorancji, stoją po stronie księcia Ciemności. Po śmierci zostaną osądzeni i skazani na wieczne potępienie w piekle, gdzie jak mówią Diabeł ma swoją rezydencję. Każde pogańskie bóstwo, z przeszłości czy współczesne, stanowi albo manifestację Diabła albo jakiegoś jego sługi. Każda magia, która nie jest wywołana za pomocą tak zwanego Ducha Świętego jest dziełem Diabła, niezależnie od tego jak jest lecząca czy pożyteczna. Dotyczy to również całego ruchu New Age. Chociaż nie wszyscy współcześni chrześcijanie reprezentują takie ekstremalne poglądy, to fundamentaliści są ludźmi, którzy traktują swoją mitologię bardzo poważnie i czują się zmuszeni do podejmowania akcji przeciw tym, którzy nie podzielają ich poglądów. Tolerancja i maksyma, "żyj i pozwól żyć" nie należy do chrześcijańskich przykazań. Poganin musi zostać nawrócony, a heretyk skazany na potępienie.
Z psychologicznego punktu widzenia, Diabeł jest w rzeczywistości ciemnym bliźniakiem Boga, prawdziwym cieniem Boga. Żeby zostać autentycznym satanistą, trzeba być chrześcijaninem, akceptującym chrześcijańską mitologię i kosmologię, ale wyznającym odwrócone wartości. Natomiast poganin jest wyznawcą wcześniejszej nie-chrześcijańskiej religii z całkowicie odmienną mitologią, teologią i kosmologią. Jednakże w obrazie czarownicy odkrywamy istnienie pewnego elementu ciemności, który nie jest jedynie chrześcijańskim stereotypem i propagandą, ponieważ można go znaleźć również w kulturach nie-chrześcijańskich. Ten element ciemności nie jest zły sam w sobie i przynależy do strefy zmierzchu świadomości, do nocy i świata podziemnego. Symbol czarownicy jest czymś bardzo znaczącym i ważnym w ekologii świadomości świata.
W buddyzmie ten sam symbol jest nazywany Dakinią. Nie przynależy ona za bardzo do słonecznego świata Yoga Tantry, ale do nocnego świata Anuttara Tantry. Zastępy jej nagich sióstr jadą na fantastycznych bestiach przez nocne niebo oświetlone księżycem, wiedzione przez ich królowę Wadżrawarahi, znaną nam jako Diana czy Aradia. Gromadzą się na odległym szczycie górskim, niedostępnym dla wścibskich oczu kapłana czy sędziego. Przy dźwiękach cymbałów, bębnów i fletów tańczą dziko w obecności Rogatego Boga, który bywa zwany Diabłem, Dionizosem czy Bhairawą, Heruką. Jest w tym coś dzikiego i niekontrolowanego, coś wykraczającego poza społeczne konwencje i przyzwoitość - coś czego boją się patriarchowie rządzący społeczeństwem. Czarownica biegnie wraz z dzikimi bestiami przez lasy i pola, jest dziką kobietą pozostającą poza kontrolą patriarchalnego społeczeństwa. Czarownica i Dakini stanowi poważne niebezpieczeństwo dla zdominowanego przez mężczyzn społecznego i intelektualnego porządku. Dlatego to co robi musi zostać zakazane. Chociaż pozostaje po stronie nocy, to jednak stanowi część ludzkiej egzystencji, tak samo jak inne archetypy, które pojawiają się w słonecznym świecie: króla, sędziego, kapłana, wojownika, dziecka, matrony, dziewicy i innych. Ale czarownica należy do cienia, tej części całości psyche, którą ego odrzuca i neguje. Z tego powodu przyszłemu Mahasiddhowi najpierw musi pojawić się Dakini, zanim ten będzie mógł odkryć prawdę o sobie i otrzymać inicjację. To właśnie Dakini jest prawdziwym inicjującym dla wszystkich Joginów. Używając terminologii Junga, można powiedzieć, że po to aby mógł on stać się całością, musi najpierw uznać i zaakceptować swój własny Cień i Animę. Dakini jest Animą mężczyzny, wypartą żeńską stroną. Odpowiada mu Daka czyli Animus, wyparta męska strona kobiety. Ale ponieważ w starożytnych Indiach, a nawet dzisiaj w Tybecie, historie i biografie są pisane przez mężczyzn, opowieść rozpoczyna się od spotkania praktykującego mężczyzny ze swoją Dakinią, jak było w przypadku Sarahy, Virupy i Naropy.
(O żeńskiej stronie buddyjskich biografii można się więcej dowiedzieć z książki Tsultrim Allione, "Kobiety mądrości".)
Także Jung wskazywał na to, że chrześcijańska Trójca sama w sobie jest niekompletna, ponieważ Cień został z niej wyłączony. I rzeczywiście, z Trójcy wykluczono zarówno pierwiastek żeński jak i Diabła. Wtrąceni w podziemną ciemność należą oni do odrzuconej czwartej funkcji. Dla słonecznego świata męskiej świadomości, pierwiastek żeński pozostaje związany z ziemią i z ciemnością. Pod powierzchnią ziemi znajduje się miejsce zapełnione wężami i boginiami. Jednakże to właśnie z tego miejsca wyłania się życie. Praktykujący Tantrę wkracza w to ciemne miejsce zamieszkałe przez węże i boginie i ulega transformacji. Jest to kocioł odrodzenia.
Jak widzimy, starożytna grecka, pogańska religia wyróżnia dwa rodzaje kultów. Każdy z nich jest komplementarny w stosunku do drugiego i obydwa są konieczne dla dobra i pomyślności ludzkości: uraniczny kult olimpijskich bóstw oficjalnej religii oraz chtoniczne bóstwa ziemi i żyzności, które pozostały ze starej religii Bogini prehellenistycznych mieszkańców Grecji. Te chtoniczne bóstwa nie były ani złe ani demoniczne ale ich sposób funkcjonowania i objawienia całkowicie różniły się od jasnych niebiańskich Olimpijczyków. Te stare chtoniczne bóstwa były związane z Misteriami takimi jak w Eleusis oraz generalnie z magią płodności, co było typowe dla starożytnych rolniczych społeczeństw. Wraz z wyparciem chtonicznej, ziemskiej religii Bogini przez patriarchalnych indoeuropejskich najeźdźców z północy i triumfem patrirachalno-imperialistycznego monoteizmu Kościoła wieki później, bogowie życia i płodności zostali zdemonizowani i wtrąceni do strefy cienia.
Jednakże wyparcie tego chtonicznego kultu płodności nie nastąpiło jedynie w Grecji czy w Europie, ale również w Indiach w stosunku do prearyjskiej religii Bogini. Religia ciemnych, chtonicznych bogów jest niemal uniwersalnym zjawiskiem, pojawia się nie tylko w kulturach rolniczych ale także w szamaniźmie plemion myśliwych i zbieraczy. Występuje tam zawsze Pan Nieba i Pan Świata Podziemnego, którzy zwykle są braćmi, a Wielka Bogini jest kochanką jednego z nich lub obydwu. W celtyckim micie o porach roku, ci dwaj bogowie walczą o Boginię aż do końca czasu. Ale przeważnie bóg podziemia zostaje zdemonizowany przez proroków i kapłanów-reformatorów, którzy podobnie jak Zoroaster wynieśli swoich głównych, niebiańskich bogów do statusu jedynego władcy i stwórcy wszechświata.
W ten sposób powstaje teologiczny problem zła. Jeśli Bóg jest najwyższym, wszechmocnym i wszechwiedzącym stwórcą, to jak może dopuścić do istnienia zła? Jeśli Bóg jest dobry, skąd bierze się zło? Zwykle dzieje się tak, że dokonuje się projekcji zła, cienia Boga na postać obcego, pogardzanego i zdegradowanego pana podziemia, w zależności od tego jakie on nosi imię w danej kulturze. Staje się on Diabłem zreformowanej, czy też nowej religii. Jest to szeroko rozpowszechniony wzorzec. Ale uznawanie i akceptowanie tylko religii nieba, uranicznego kultu niebiańskich bogów, to wyparcie czegoś z własnego wnętrza. To zanegowanie ziemi, materii, emocji i pierwiastka żeńskiego. To zaprzeczenie istnienia świata chtonicznego, świata wody i łona matki, tego wszystkiego dzięki czemu się rodzimy. Jest to odcięcie się od matki i od jej władzy. W okresie dojrzewania chłopiec wychodzi spod opieki matki, żeby uzyskać inicjację i wkroczyć do świata ojca. Ten proces jest naturalny tylko w życiu mężczyzny, a uznanie go jako normy dla całej egzystencji jest niezrównoważone i jednostronne. Świat Ojca zostaje wywyższony ze szkodą dla świata Matki. Sfera czystego ducha, światła, intelektu i świadomości zostaje wyniesiona i stanowi cel wstępowania do nieba i duchowej ścieżki, a nawet staje się miejscem samego wiecznego zbawienia. Ale z tego powodu rodzi się lek przed nieświadomością i śmiercią. Śmierć ciała, a szczególnie śmierć świadomości ego reprezentuje ostateczne zaprzeczenie Ojca, ponieważ jest to powrót do łona ziemi i kotła odrodzenia.
Zarówno kult niebiańskich bogów jak i kult ziemskich bogów wymaga odpowiednich ofiar i właściwego traktowania. Bogini i Diabeł wciąż istnieją w ciemnościach nocy jako tajemni kochankowie, podczas gdy Bóg sfrustrowany seksualnie siedzi samotnie na swoim tronie w niebie. Te dwa zniesławione bóstwa, wygnane z nieba i ze światła świadomości trzeba z powrotem zawezwać z odległej ciemności, gdzie zostały wypędzone przez kościoły niebiańskich bogów. Niech powrócą do świata dnia i zajmą przynależne im miejsca w świecie słońca w świątyniach ludzkości.
(O religii patriarchalnej i wyparciu Bogini, zobacz: Merlin Stone, "When God was a Women", 1967)
Kiedy Bogini i Diabeł powrócą do słonecznego świata ludzkiej świadomości i zostaną znów zaakceptowane i otoczone właściwym kultem, przestaną być demonami i ucieleśnieniem zła. Przestaną odgrywać role jaką narzuciła im patriarchalna religia i imperialistyczny monoteizm. Tylko wtedy nieznośne rozdarcie ludzkiej psychiki, rozszczepienie ducha i natury zostanie uleczone, ponieważ zarówno duch i natura, pierwiastek męski i żeński stanowią część naszej ludzkiej natury i wzajemnie się uzupełniają. Obecność obydwu jest konieczna do urzeczywistnienia naszego pełnego potencjału. Jednostronne wywyższenie ducha i zaprzeczenie ciała jest w ostateczności autodestrukcyjne, ponieważ w ten sposób negujemy coś co jest częścią naszej własnej istoty - świat zewnętrzny nie jest jakąś obcą planetą, a fizyczne ciało to nie więzienie ducha. Zarówno świat jak i ciało są manifestacjami wewnętrznej zasady, która przekracza dychotomię ducha i natury. To co zewnętrzne stanowi manifestacje tego co wewnętrzne. Monoteistyczne religie uważają, że zło i materię można pokonać dzięki radykalnemu wyobcowaniu - nastąpi kataklizm, koniec świata, zmartwychwstanie i sąd ostateczny. Ci, którzy zostaną uznani za wartościowych będą prowadzić całkowicie bezpłciowe duchowe życie w nowym świecie światła, pozbawionym cienia, bez zła, bez materii i bez pierwiastka żeńskiego. Ale nie jest to możliwe, ponieważ zarówno światło jak i cień są stwarzane przez naturę umysłu. Światło i cień potrzebują siebie nawzajem, w przeciwnym przypadku tworzy się zastój, pozostaje tylko nieskończona nuda trwająca przez całą wieczność. W buddyzmie, zarówno Samsara, świat jak i Nirwana, niebiański raj, ostatecznie mają to samo źródło pochodzenia - obydwa pochodzą z tej samej Natury Umysłu. Ale nawet bogowie o tym nie wiedzą, ponieważ jest to Wielki Sekret Sekretów. A jego urzeczywistnienie umożliwiają nauki i metody Tantry.
Tantra jest Ścieżką Węża, ponieważ wąż jest archaicznym symbolem przemiany, transformacji i odrodzenia. Wąż towarzyszy ziemskiej Bogini i żyje pod ziemią oraz w ciemnych wodach chaosu. Ale właśnie z tych wód i łona ziemi wyłaniają się wszelkie formy i wychodzą na oświetlony słońcem świat świadomości. Chtoniczne bóstwa nierzadko manifestują się w wężowych formach. Duchy umarłych również mogą pojawiać się jako węże.
Co więcej, to właśnie wąż posiada Mądrość i Gnozę przeznaczoną dla ludzkości. Podczas gdy niebiańscy bogowie utrzymywaliby prymitywną ludzkość w niewiedzy w rajskim ogrodzie, w czasie wielkiego lata panującego przed epoką lodowcową, to jedynie wąż (zwany przez Sumeryjczyków Enki, panem ziemi) przekazał ludzkości Gnozę samowiedzy. I tylko dzięki tej samowiedzy, pionowo chodząca małpa mogła ewoluować i stać się bogiem. Ten przekaz Gnozy był możliwy jedynie dzięki przymierzu kobiety z wężem. Tylko ta Gnoza jest w stanie wyzwolić ludzkość z niewoli i służalczości, ponieważ niewolnik nigdy nie zostanie wyzwolony przez wiarę czy posłuszeństwo okazywane tyranowi w niebie.
Jednakże są to wszystko mitologiczne wyobrażenia, a mit nie odpowiada faktycznej chronologii wydarzeń w świeckiej historii. Mit jest świętą opowieścią o bogach i ich czynach na samym początku czasu, mówiącą o tych aktach kreacji, które doprowadziły do manifestacji świata, takiego jakim go znamy. Ale na wyższym poziomie, mit opowiada nam w narracyjnej formie o istocie ludzkiej kondycji - mit jest pierwotnym i podstawowym sposobem, w jaki ludzkie istoty porządkują swoje doświadczanie świata i zrozumienie siebie samych. Teologia i filozofia przychodzi później, a religia i samozrozumienie rozpoczyna się wraz z wizją i mitem.
(O znaczeniu mitu, zobacz: Mircea Eliade, "Cosmos and History: The Myth of the Eternal Return", 1959)
Co charakterystyczne, jak widać to na przykładzie mitu walki ze smokiem, patriarchalni, niebiańscy bogowie usuwają starszych chtonicznych bogów. Wielki morski wąż Yam (Lohan albo Leviathan) zostaje odsunięty i uwięziony pod ziemią albo w innym przypadku zabity przez młodego niebiańskiego wojownika-boga Baala. W ten sam sposób babiloński Marduk postępuje ze smokiem Tiamat, a grecki Zeus ze smokiem Typhonem, Apollo z wężem Pythonem, Indra z wężem Vritra, itd. Jednak w późniejszej biblijnej religii, potężny Baal sam zostaje zdemonizowany, usunięty pod ziemię, ażeby stać się chtonicznym bogiem seksu i śmierci, wygnanym z ludzkiej świadomości przez tryumfującego Yahwe. Prorocy nakazali, żeby Starzy Bogowie zostali wyrzuceni ze świątyń a ich posągi zostały zniszczone, żeby zostali rozbici w pył, tak aby nikt nawet nie znał ich imion. Jednakże Starzy Bogowi żyli zbyt długo w cieniu, a teraz kiedy gwiazdy ponownie zmieniły swój bieg, kapłani w ich świątyniach mają koszmarne sny o ich powrocie.
(Tymi tematami oraz chtoniczną religią zajmuję się w mojej, mającej się ukazać książce: "The Book of the Serpent", "Księga Węża").

Tekst pochodzi z książki J.M. Reynoldsa, "Czarownice i dakinie: Tantra na wschodzie i zachodzie", która wkrótce ukaże się w Wydawnictwie A.

 

***

Tybetańczycy i misyjne chrześcijaństwo w Tybecie

Nic nie zilustruje lepiej stosunku Tybetańczyków do chrześcijaństwa jak kilka faktów historycznych, które potwierdzają moje rozważania. Pierwszym chrześcijańskim misjonarzem, który przybył do Tybetu, był Portugalczyk Padre Antonio de Andrade. Został on bardzo gościnnie przyjęty w Tsaparangu przez króla Gule z zachodniego Tybetu. Król przyjął go z wielkim szacunkiem i zgodnie z duchem buddyjskiej tolerancji pozwolił mu nauczać nowej religii. Dla niego człowiek, który w imię swej wiary przepłynął pół świata, zasługiwał na najwyższe uznanie i szacunek. Był przekonany, że prawda nie może skrzywdzić prawdy, dlatego też wszystko, co prawdziwe w religii obcego, mogło w jego przekonaniu jedynie umocnić, uwydatnić i potwierdzić nauki tybetańskich świętych, Buddów i Bodhisattwów. Dlaczego nie miało by się pojawić wielu Bodhisattwów na Zachodzie, w krajach nieznanych dla ludzi Wschodu? Dlatego wiedziony sercem król Gule wysłał w roku 1625 ojcu Antonio de Andrade list treści następującej: "My, Król Potężnych Królestw, radując się z przybycia do naszego kraju Padre Antonio Franguim (jak w Indii nazywano Portugalczyków - przyp. A.G.), który pojawił się, by nauczać nas świętego prawa, uważamy go za głównego Lamę i udzielamy wszelkich pełnomocnictw do nauczania naszego ludu. Równocześnie nie pozwalamy, by ktokolwiek próbował mu w tym przeszkodzić. Wydamy także odpowiednie polecenia, dzięki którym otrzyma on parcelę i wszelką pomoc niezbędną do wybudowania domu modlitwy". Król przeznaczył nawet cudzoziemcowi swój własny ogród; prezent ten jak na tybetańskie warunki, gdzie ogrody są drogim i rzadkim luksusem, był czymś więcej, niż tylko uprzejmym gestem. Lecz król, w swej wielkiej dobroci nie przewidział niestety, że obcy przybył nie po to, by wymienić prawdę i wspaniałe myśli z tymi, którzy dążą do podobnych ideałów, lecz po to, by wyplenić nauki Buddy i zastąpić je tym, co uważał za jedyną prawdę. Konflikt był nieunikniony: niezadowolenie szerzyło się w kraju, a przeciw królowi powstali jego przeciwnicy polityczni. Podczas gdy Padre Andrade, zadowolony ze swego sukcesu w Tsaparang, wybrał się do Lhasy z zamiarem rozszerzenia swej działalności na cały kraj, w Zachodnim Tybecie wybuchło powstanie, król został obalony, a wraz z nim dynastia Gule. Nadszedł koniec świetności Tsaparang. W jakieś sto lat później, w 1716 przybył do Lhasy jezuita Padre Desideri. Przyjęto go z szacunkiem, otrzymał wspaniały dom, pozwolono mu także głosić swoją religię mową i piórem. W rzeczywistości napisał książkę, mającą na celu obalenie pewnych nauk buddyjskich, co wywołało wielkie zainteresowanie. Jak napisał to Desideri: "Przez mój dom przewinęło się wielu ludzi, przeważnie uczonych i profesorów, którzy przybyli z klasztorów i uniwersytetów, szczególnie z tych najważniejszych - Sera i Drepung, by uzyskać pozwolenie na przeczytanie książki". Tybet był wtedy o niebo bardziej cywilizowany, niż współczesna mu Europa, gdzie heretyków palono na stosach razem z ich książkami. Można by sobie wyobrazić, co działoby się w Rzymie, gdyby jakiś obcy próbował publicznie obalić chrześcijańskie dogmaty! Nie ma się więc co dziwić, że przedstawiciele chrześcijaństwa nie byli w stanie uznać wartości ducha tolerancji, wykorzystać otwartych im drzwi i odwzajemnić się w tym samym duchu. Stracono wielką szansę!

(autor nieznany)